Podobno sport uszczęśliwia i każdy, kto ćwiczy troszkę dłużej niż tylko poranny spacer do sklepu po bułki, może się od niego uzależnić. Zdobywając się na wysiłek fizyczny i przyzwyczajając do niego, stymulujemy mózg i nadajemy wykonywanej czynności status przyjemności. Wysiłek fizyczny może być zatem przyjemny, dzięki endorfinom, które uwalniają się do mózgu. Endorfiny to hormony przyjemności. Jednocześnie te same substancje sprawiają, że uzależniamy się od wysiłku fizycznego i robiąc sobie przerwę na przykład od siłowni, czujemy się źle. Wracamy więc do treningów. To wszystko prawda, ale przecież istnieje wysiłek fizyczny, który dobrze wpływa na spalanie kalorii, a do tego jest przyjemny sam w sobie, nie trzeba się do niego zmuszać czy przyzwyczajać i można go uprawiać w każdym miejscu, bez specjalnych przyrządów. Tą formą spalania zbędnych kalorii jest seks. To nie żart. Seks jest jak szeroko zakrojony trening z elementami rozgrzewki i rozciągania, treningiem wytrzymałościowym, a przy częstych zmianach pozycji także siłowym i ogólnorozwojowym. A do tego ćwiczy się w parach. Podczas uprawiania seksu nie spalamy może tyle kalorii co podczas treningu na bieżni czy na sali gimnastycznej, ale też jesteśmy gotowi „ćwiczyć” dłużej i częściej, co zastąpi intensywność treningu. Wraz ze wzrostem formy „trening” trwać też będzie coraz dłużej, będzie bardziej intensywny i, co tu dużo mówić, przyjemniejszy. Oczywiście nie należy seksu traktować jak trening, tylko jak przyjemność, bo o to w tym chodzi. Jest on jednak pożyteczny dla naszego zdrowia i nie powinniśmy obawiać się, że jest inaczej.